W naszym teatrze powstała grupa dziennikarska złożona z licealistów oraz studentów. Młodzież od kilku miesięcy szlifuje umiejętności w przyszłym zawodzie. Prezentujemy efekty ich prac przy spektaklu „Hamlet”.

1. Wywiad z reżyserką Magdą Szpecht oraz dramaturgiem Łukaszem Wojtyską. W roli dziennikarki Magdalena Soćko. Za obróbkę dźwięku odpowiada Piotr Staszczuk.

 

2. Sonda uliczna autorstwa Marii Chmielewskiej oraz Zuzanny Sztal.

 

3. Wywiad z Mirellą Rogozą-Biel, aktorką Teatru im. H. Ch. Andersena. W roli dziennikarki Maria Chmielewska.

 

4. Wywiad z Wiolettą Tomicą, aktorką Teatru im. H. Ch. Andersena. W roli dziennikarki Zuzanna Sztal.

 

5. Sonda video po jednym z wieczornych przedstawień. Autorzy: Magdalena Soćko oraz Piotr Staszczuk.

6. Wywiad z Iloną Zgiet, aktorką Teatru im. H. Ch. Andersena. W roli dziennikarki Angelika Baran.

To była Pani pierwsza współpraca z Magdą Szpecht – jak podobał się Pani jej styl pracy?

  • Tak, to było moje pierwsze spotkanie z Magdą Szpecht i ten rodzaj teatru spotkałam w swoim życiu artystycznym po raz pierwszy. Trudno się przestawić, dosyć trudno, bo to zupełnie inny rodzaj pracy. To taki teatr intelektualny, u nas dzieje się zupełnie inaczej, czytamy teksty, po czym szybko wchodzimy na scenę i próbujemy różne sytuacje. Tutaj zanim się weszło na scenę bardzo długo rozmawialiśmy, dyskutowaliśmy, oglądaliśmy filmy. Ten proces trwał bardzo długo. Wręcz się zaniepokoiliśmy czy uda nam się to wszystko poustawiać, ale okazało się, że ten proces był po coś i rzecz doszła do skutku wtedy, kiedy powinna dojść. Poza tym, musieliśmy wyrzucić z głowy rodzaj aktorstwa, którym dysponujemy, czyli aktorstwo emocjonalne. Zazwyczaj pracujemy na swoich emocjach, a tutaj jesteśmy trochę takimi wyzutymi z tych uczuć postaciami. Im mniej emocji, tym lepiej.

W spektaklu gra Pani ducha ojca Hamleta, nie jest to jednak klasyczna wersja dzieła, znana większości. Co było dla Pani zaskoczeniem w Hamlecie w wersji science fiction?

  • Najpierw zdziwiło mnie to, że odwracamy rzeczywistość biologiczną, panowie grają kobiety, a my – kobiety, gramy mężczyzn. To było sporym zaskoczeniem. A potem, że część rzeczy, których byłam pewna, na które umawialiśmy się podczas tych wszystkich rozmów, zupełnie nie znalazły się w spektaklu. Ja też lubię przyzwyczajać się do scen i je powtarzać, a okazało się, że to nie ma najmniejszego sensu. Tym również się zaskoczyłam.

Nie można więc mówić o wyuczeniu się roli Hamleta, i powtarzaniu jej, lecz o przyzwyczajeniu do każdorazowej improwizacji scen?

  • Tak, była to trochę improwizacja, ale improwizacja powtarzalna. To też jest trochę nietypowe, bo czysta improwizacja polega na tym, że za każdym razem dzieje się coś innego, a tutaj są jakieś granice, w których my się musimy poruszać. Nawet jeżeli zdarzają się rzeczy, które nie miały miejsca w poprzednim spektaklu, to wszystko ma swoje ramy.

Co  było największym wyzwaniem?

  • Wiara w to, że spektakl ma sens. Były momenty, w których zaczęły pojawiać się spore wątpliwości. Trzeba było sobie z nimi poradzić, a przede wszystkim zaufać reżyserce Magdzie Szpecht i dramaturgowi Łukaszowi Wojtysce.

Nie przeszkadzał Pani brak granicy między sceną a widownią?

  • To akurat już mi się przydarzyło, przy współpracy z Joasią Lewicką w spektaklu Vulva. Widownia ustawiona jest pomiędzy scenami, które się rozgrywają i może wędrować po sali teatralnej, może zmieniać miejsca przyglądać się z różnych perspektyw temu, co dzieje się na scenie. To mnie akurat nie zaskoczyło, lubię taką formę. Wydaje mi się, że ta sala, w której gramy Hamleta jest przyjazna właśnie takim “eksperymentom”.

Czy poprzez taki układ sceny i widowni, aktor ma bliższy kontakt z widzem? Może bardziej do niego dotrzeć ze swoim przekazem?

  • Ciekawe jest oczekiwanie na to, że widz [mając taką możliwość] będzie chciał w tym uczestniczyć, że wstanie, zmieni miejsce, przemieści się. Na to trzeba rzeczywiście mieć odwagę. Ale jeśli ktoś pierwszy podejmie taki krok, to inni pójdą za nim.

Wiem, że zna Pani już lubelską widownię. Była gotowa na współczesnego Hamleta?

  • Lublin jest takim miastem, które szczyci się tym, że tu się bardzo dużo dzieje teatralnie. Prowadzone są różne eksperymenty w teatrach, mamy teatr alternatywny w Centrum Kultury. Znam młodzież, która uczestniczy w tym świecie i bardzo ich to pasjonuje, ale są też tacy, którzy pojawiają się po raz pierwszy. Rozmawiałam z panią portierką i ona powiedziała, że młodzież przyszła rano na spektakl zbuntowana, generalnie nie interesowało jej uczestnictwo w żadnym spektaklu. Bardzo to demonstrowali, a po wyjściu zachowywali się zupełnie inaczej, jakby spotkało ich coś, czego się nie spodziewali, ale to nie było negatywne przeżycie, tylko coś kazało im się zastanowić. Część pewnie to kupiła, część może nie, ale na pewno nikt nie został obojętny.

Sztuczna inteligencja, to szanse czy zagrożenia?

  • Niestety jest to temat bardzo mi obcy. Kompletnie nie jestem w stanie się tym ekscytować, interesować. Jest to coś, co istnieje obok. I niech sobie istnieje. Moim światem jest natura i ona jest mi bliższa. Gdybym się chciała zagłębić w te wszystkie nowe technologie, które się pojawiają, to pewnie by mnie to przeraziło. Ostatnio się dowiedziałam, że chcąc zrezygnować z portalu społecznościowego, co jest bardzo trudne, to moje dane i tak zostaną, nie ma możliwości by je z niego usunąć. Jest to trochę przerażające, ale taki mamy świat.

Co Panią skłoniło do myślenia nad usunięciem konta?

  • Właśnie taki bunt i sprzeciw, przeciwko temu, że “wszyscy są, to ja też muszę”.

Czy ten bunt pojawił się podczas pracy nad “Hamletem”?

  • Nie, wcześniej. Potem się poddałam i stwierdziłam, że w moim zawodzie pewne informacje powinny docierać do moich znajomych, choćby te dotyczące spektakli i tego co się dzieje w teatrze. Staram się nie umieszczać informacji dotyczących mojego życia prywatnego.

Być albo nie być, to dla Pani…?

  • Dla mnie “Być, albo nie być”, oznacza być. Być w tym świecie, który mnie najbardziej interesuje, czyli z daleka od miasta, w naturze, wśród zwierząt, ptaków, pól, lasów i łąk. I to jest moje bycie, to nadaje sens mojemu życiu. To mi daje możliwość wyrzucenia z głowy tego co się dzieje. Ten zawód polega trochę na tym, że ciągle się coś dzieje. Nie można tak jak w innych zawodach wyjść z biura i zapomnieć o wszystkim. Tutaj ciągle się powtarza teksty w głowie, przy zasypianiu, przy budzeniu się w nocy, powtarza się sytuacje. To, że mam taką możliwość wyjść stąd i wejść w tamten drugi świat bardzo mnie oczyszcza i pozwala funkcjonować normalnie. Przypomina o tym, że oczywiście mój zawód jest bardzo ważny, ale ważne są też inne rzeczy na tym świecie.

Da się tak w pełni oderwać od naszej codzienności?

  • Da się. Ja się nauczyłam. Jest tak, że wchodzisz na ścieżkę w lesie, wszystko gdzieś tak spływa i głowa się oczyszcza.

Za relację na Instagramie teatru podczas premiery „Hamleta” oraz prób generalnych odpowiadała Maria Chmielewska. Zdjęcia podczas bankietu po premierze (dostępne TUTAJ) wykonała Zuzanna Sztal.