(aktor współpracujący) Planował zostać w „Andersenie” przez chwilę, był ponad… dziesięć lat. I to nie przez zasiedzenie czy z lenistwa. Chyba nieźle się „konserwuje” skoro reżyserzy wciąż obsadzają go w rolach łobuziaków, misiów czy kwiatowych duszków. Choć mówią też, że do twarzy mu sumiastym  z wąsem i powinien sobie taki sprawić na życie. Pracę w Teatrze  traktuje bardzo serio i bardzo szeroko, bo nie tylko jako aktor, ale również próbując swoich sił jako reżyser („Pieśń o Rolandzie”, „Pasterka i Kominiarczyk”, „Pyza na Polskich dróżkach”) czy tzw. „pan od promocji”. Od dwóch lat wspólnie z Beniem Byrskim (innym nawiedzonym kolegą aktorem) dzielnie ciągną na swych plecach Dział Promocji i Marketingu Teatru im. H. Ch. Andersena. Jeśli dorzucić do tego budowanie nowych działów teatru – edukacji artystycznej i wolontariatu – śmiało można stwierdzić, że Arbaczewskiego jest wszędzie pełno; złośliwi mogą odczuwać przesyt. Czas poza teatrem (jeśli taki zostaje) spędza ze swoimi dwoma dziewczynami, żoną  Kasią i córką Zosią (ta druga właśnie poszła do szkoły). Nałogowo kupuje książki (wszelakie), choć już dawno brakuje na nie miejsca. Namiętnie spędza czas serfując po internecie w poszukiwaniu tanich połączeń lotniczych,  urządzając sobie co jakiś czas „święto kupowania biletów”. Uzależniony od podróżowania – nie ważne gdzie – byle daleko i ciepło.